O niewiernej Annie…

anna kareninaWiosno, gdzie żeś polazła ? Szare niebo, deszcz siąpi, zero emocji. Gdyby chociaż walnęło gradobiciem, można by stwierdzić, że przynajmniej coś się dzieje. A tu nic, nafing, niente! Logicznie rzecz biorąc, należałoby COŚ natychmiast przeżyć. Ponieważ system nerwowy mam w zaniku (bo taka pogoda nie od dzisiaj), pozostaje dowlec się do urządzeń elektronicznych i uruchomić film z emocjami, najlepiej melodramat. Dowleczone, uruchomione, leci… „Anna Karenina”, będzie się działo! Historia znana, myślę sobie, ale nie szkodzi – jak się człowiek zakochuje kolejny raz, to też niby historia znana, a jednak w dekiel wali jak za pierwszym. No więc oglądam… najnowsza ekranizacja z Keirą Knightley (Anna) i Judem Lawem (małżonek), a w roli Wrońskiego jakiś nowy. Film zrealizowany dość oryginalnie, sceny odbywają się na deskach teatru, a dekoracje zmieniają się w tak zwanym międzyczasie na oczach widza. Główni bohaterowie przybywają i popadają w sposób nagły w namiętny romans (Anna i Wroński), a cały świat jest przeciwko nim, ze złym mężem na przedzie. Pierwszy raz oglądałam ekranizację Anny Kareniny mając lat szesnaście, co ciężko odchorowałam. Z miłości do Wrońskiego prawie zeszłam śmiertelnie, taki on był przecudny i dzielny. Teraz liczyłam na podobne emocje, więc tak sobie paczę i paczę i rośnie we mnie następujące przekonanie: Aleksiej Wroński to DUPEK. Oesu i to jaki! Ja rozumiem, że ona się zakochała i że mąż niekoniecznie udany i że między Wrońskim a Anną miłość wszechczasów, ale jak przyszło do faktury, to właściwie tylko Karenina zapłaciła cenę. Ja rozumiem też, że czasy ówczesne to epoka przedemancypacyjna, więc to, co dla faceta było „tylko” romansem z mężatką (małe faux-pas porównywalne do puszczenia bąka), dla kobiety wiązało się z zaborem dziecka, mienia, dobrego imienia, bojkotem towarzyskim, a właściwie wykluczeniem ze środowiska, czyli w zasadzie końcem wszystkiego. No i co ten biedny Wroński w tych okolicznościach miał zrobić? A jeszcze na dodatek dziecko mu Anna powiła, no to już lepiej niech nieudany mąż wychowuje. Anna mimo niesławy wybiera się na tzw. salony (nie przewidując naiwnie ostracyzmu towarzyskiego)? No cóż, niech idzie dziewczyna, skoro chce. Wroński wprawdzie napomknie, że to może niekoniecznie dobry pomysł i czuje się rozgrzeszony, bo ostrzegł. I to by było na tyle, jeśli chodzi o miłość do grobowej deski w wykonaniu przystojnego Aleksieja. Ja naiwnie sądziłam, że jak się kocha to nie stoi się bezczynnie patrząc jak obiekt naszych uczuć pcha się w przepaść. Posługując się Van Goghiem: „Kochać to także umieć się rozstać. Umieć pozwolić komuś odejść, nawet jeśli darzy się go wielkim uczuciem. Miłość jest zaprzeczeniem egoizmu, zaborczości, jest skierowaniem się ku drugiej osobie, jest pragnieniem przede wszystkim jej szczęścia, czasem wbrew własnemu.” Jak wynika z „Anny Kareniny” definicje miłości mogą być jednak różne. Sama postać Anny mnie urzekła, jest cudna, prawdziwie kobieca ze swoimi schizami, wielką wiarą w uczucie, odwagą, czułością. Są też inne poboczne postacie i historie równie barwne, dlatego mam ogromną ochotę przeczytać książkę Tołstoja, bo jestem pewna, że odkryję w niej dużo więcej niż jest w stanie pokazać film.
Obejrzenie Anny Kareniny, spełniło swoją rolę tzn. wznieciło we mnie emocje. Głównie była to nerwa na Wrońskiego, ale za to gigant. Polecam!

Film na dziś: „Anna Karenina” reż. Joe Wright

Piosenka na dziś: Akurat „Zgaś moje oczy”

Cytat na dziś: William Shakespeare „Mów szep­tem, jeśli mówisz o miłości”.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s