Scoooootland!!

girl on the swing przycNa jesienny splin, przygnębienie oraz muchy w nosie, najlepsze są małe wakacje w miłym gronie… Spakowałam więc walizeczkę i bezzwłocznie udałam się do Edynburga na dwuipółdniowy babski wieczór. Pogoda dopisała: lało, wiało, padał śnieg, temperatura prawdopodobnie poniżej zera, czyli mała Syberia:-). Dopisało również towarzystwo: Paryż przysłał dwóch przedstawicieli, Londyn i Polska po jednym, wszyscy gadatliwi i niesypiający po nocach, bo szkoda czasu na sen.
Dnia pierwszego po zajęciach obowiązkowych (shopping) odbyło się wydarzenie główne czyli koncert Anity Lipnickiej i Johna Portera. Koncert bardzo udany, choć odbiór muzyki przez niektórych wydawał się być całkowicie odmienny. Jedna Szanowna Koleżanka uprawiała pogo w rytmie punk-rocka, w momencie gdy druga, z poważną miną i zamkniętymi oczami słyszała chyba właśnie muzykę klasyczną. Ja wybrałam bujanie się, jako taniec najbardziej adekwatny do zaistniałej muzyki. Zastanawiałam się tylko, czy my trzy, jesteśmy aby na tym samym koncercie…. Po tańcach – kierunek restauracja! W drodze w taksówce doszłam do smutnego wniosku, że Szkoci mogliby równie dobrze mówić po węgiersku, bo ich szkocko-angielskiego ja niestety kompletnie non kapiszci😦. Dla poprawienia nastroju dostałam to, co łasuchy lubią najbardziej, czyli michę! I tu niespodzianka: kuchnia mongolska z szokującym zestawem mięs do wyboru: np. zebra, kangur, struś… (Mongolia leży w Australii?). Mimo wątpliwości geograficznych było egzotycznie i mniam-mniam!
Drugiego dnia, jako że pogoda była równie cudowna, postanowiłyśmy pozwiedzać. Ja oczywiście w trampkach, bo Syberia mi nie straszna. Po godzinie zwiedzania, wystosowałam rozpaczliwy apel o natychmiastowe udanie się na herbatę do kościoła, bo inaczej zamarznę. Przerabianie kościołów na puby wydało mi się szalenie nowatorskim pomysłem i odwiedzenia takiego przybytku nie można było odpuścić. Po kościele kolejne zajęcia obowiązkowe czyli shopping w sklepach z pamiątkami. I tu, zupełnie niespodziewanie, znalazłam wielką, białą czapę moich marzeń!! Przymierzyłam, a lustro mi powiedziało, że jestem przeurocza oraz sexy! W te pędy lecę więc do bankomatu, Bank of Scotland odmawia wypłaty środków, rozważam użycie innych środków, przychodzi mi na myśl natura, odrzucam pomysł, wracam do sklepu i błagam o zrobienie mi zdjęcia w czapie (foto z kategorii: „bedzie na fejsa”). Od tej chwili żyję nadzieją, że ja i czapa kiedyś będziemy razem. W międzyczasie wracamy do domu i przystępujemy do przeglądu naszych dokonań na aparacie fotograficznym. Pomijam fakt, że trzy czwarte zdjęć zawiera elementy asfaltu oraz plecy przechodniów na cały kadr, na szczęście zdjęcie w czapie jest. Problem w tym, że cała przeuroczość zniknęła, ostał się jedynie Człowiek z Kurą na Głowie. I to niestety byłam ja. Moje Szanowne Koleżanki dostały gorączki ze śmiechu (brak manier, po prostu), ale i ja musiałam niestety do nich dołączyć, bo jak się patrzy na to zdjęcie, to inaczej się nie da.
W ten właśnie sposób foto z kategorii „bedzie na fejsa” przeszło do kategorii „nie wiadomo czy się śmiać czy płakać, ale raczej śmiać”.
Mimo tego przykrego epizodu, pobyt w Edynburgu był niezapomniany:-)) a papotanie o czwartej rano po prostu bezcenne! Już planuję powtórkę..:-)

Piosenka na dziś: Ben Clocks „So cold”
Cytat na dziś: „Nie musimy wygrać. Wystarczy, że będziemy walczyć” z filmu „Braveheart-Waleczne serce”.

3 uwagi do wpisu “Scoooootland!!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s